Pogoda w tym roku jest trochę szalona. Raz jest słonecznie i ciepło, potem słonecznie i chłodno, by następnego dnia było deszczowo i zimno. Przez to nie wiem co będziemy robić jutro. Nic nie mogę zaplanować.

Tak się złożyło, że w jeden z upalnych dni miałam prowadzić spacer przyrodniczy. Niestety Wojtek był w nastroju niezostawialnym. Wciąż tylko na mamy ręce i nawet bajką nie dało się go przekupić, bym mogła na spokojnie zostawić go pod opieką Dziadków. Musiałam nawet zaprowadzić go na nowy plac zabaw na dziadkowym osiedlu, ale żar płyną z nieba, więc szybko wróciliśmy. I zaproponowałam Babci sposób na zajęcie dla dwuipółlatka.

Najpierw Wojtek posprzątał balkon. Pozamiatał i zrobił miejsce. Dzięki temu Dziadek miał gdzie postawić wiadro i miskę z wodą. Dodatkowo dostał także plastikową butelkę, lejek i kubeczki. Przelewania nie było końca. Kiedy wychodziłam, usłyszałam od syna: idź już. Tak pochłonęła go wodna zabawa, że przez godzinę Dziadkowie mieli święty spokój. Niby nic takiego, a dziecku tyle radości sprawiliśmy 🙂

Reklamy