Wybrałyśmy się w niedzielę na spacer. Ja i moje córki. Najmłodsza oczywiście wykorzystała ten czas na drzemkę, ale najstarsza miała za to głowę pełną pomysłów.

Zadziwia mnie nieustająco dziecięca kreatywność. Taki mini macgyveryzm, czyli jak zrobić coś z niczego. Na osiedlowym placu zabaw stoją huśtawki i jest piaskownica. Nic nadzwyczajnego. Uleńka jednak zainteresowała się małymi kamyczkami. Zaczęła je wybierać z piasku i przyniosła mi całą garść. W ten sposób zaczęłyśmy nasze zabawy kamyczkami. Oto kilka propozycji trzylatki, moich i takich wspólnych.

  1. Łączenie w pary – garść kamyków wysypujemy na ziemię i szukamy dwóch takich samych. U nas były to kolory (jasno szary, ciemno szary, czerwony) i wielkości (małe, większe, największe). Gdy nie udało się odnaleźć pary dla czerwonego kamyka, Ula po prostu pobiegła poszukać takiego konkretnego, który by był podobny.
  2. Kamykowe obrazy – układamy kamyki w różne kształty, np. geometryczne, ale i kwiaty, serca. Cokolwiek co przyjdzie do głowy maluchowi lub rodzicowi.
  3. Rzut kamieniem – wersja light, czyli po prostu rzucamy kamieniami. Ważne, by w okolicy nie było nikogo ani niczego co może zostać uszkodzone. Wbrew pozorom to całkiem fajna zabawa ćwicząca motorykę dziecka.
  4. Rzut kamieniem – wersja hard, czyli rzut do celu. Kładziemy część kamyków na ziemi, tworząc małą górkę. A następnie z pewnej odległości rzucamy kamyki, próbując rozbić tę górkę. Na początku jeszcze nie jest tak trudno, ale gdy zostają już pojedyncze kamyczki, wtedy dopiero zaczyna się zabawa. I wcale nie jest tak łatwo wygrać z trzylatką.
  5. Kamykowe dźwięki – bierzemy dwa kamienie różnej wielkości. Jeden kładziemy na ziemi, a drugi zrzucamy na niego. Czynność można powtarzać wielokrotnie, by dobrze usłyszeć dźwięk zderzających się kamyków. Potem należy zamienić kamyki i zrzucać ten, który wcześniej leżał na ziemi. Różnica w dźwiękach jest wyczuwalna. Nas zainspirowała do dalszych poszukiwań i eksperymentów dźwiękowych, czytaj więcej różnych kamieni się zderzało.
  6. Pizza – bierzemy kamienie, piasek, trawę, liście i co tam jeszcze się znajdzie pod ręką. Wszystko ładnie układamy w kształt pizzy i dzieło gotowe. Oczywiście to nie jest tak, że zawsze wiem, co ten mały człowiek stworzył. W życiu bym nie wpadła, że to pizza, ale dla Uli było to tak oczywiste, że musiałam jej jedynie pogratulować zdolności kulinarnych 😉

A Wasze dzieci, w jaki sposób się bawią kamykami?

Reklamy