Tegoroczny kwiecień nas nie rozpieszczał pogodowo. Dzieciaki, więc chętnie sięgały po książki i znów nam się ich trochę uzbierało.

Wojtulek bardzo chciał, bym wypożyczyła nową Basię. Problem był jednak taki, że jedyna książka, która była dostępna w bibliotece, a której nie czytaliśmy, to była 55. Basia i Boże Narodzenie. W ten oto sposób moje dzieci zamotały się trochę w tradycjach świątecznych. Czytamy o choince, Mikołaju, prezentach, a w między czasie robimy palmę i szykujemy święconkę. Tu słyszą o dzieleniu się opłatkiem, potem dzielimy się jajkiem, a w Poniedziałek Wielkanocny Ula się mnie zapytała czym jeszcze będziemy się dzielić. Wyszedł lekki chaos, już więcej nie będę mieszać świąt. Dobrze, że później pojawiła się jeszcze 56. Basia i opiekunka. Bardzo lekka i przyjemna opowieść o tym, że w pewnym wieku dziecka pojawia się potrzeba bycia z innymi dorosłymi, a nie tylko rodzicami.

Ostatnio wspominałam o seriach wydawniczych. Teraz pociągnę ten temat. Odkryłam bowiem nową serię o Mai. Maja i jej świat wydawnictwa Adamada to cztery tytuły. W kwietniu przeczytaliśmy trzy z nich. 57. Uczucia, 58. Wyobraźnia i 59. Wspomnienia. Całkiem ciekawie napisane opowiadania nawiązujące oczywiście do tytułów. Na końcu każdej z tych książek są jeszcze dodatkowe ćwiczenia, które można przerobić z dzieckiem. Pomysł bardzo fajny i dodatkowo duży plus za ilustracje, które są naprawdę świetne.

Niestety szybko zrezygnowaliśmy z serii o Martynce. Czytaliśmy 60. Martynka poznaje ptaki. Napisane jest to strasznie, to znaczy ciężko się to czyta. I niestety ilustracje są tu kompletnie w nie moim stylu. Nie powiem, dzieciom się podobała ta książka, ale my jako dorośli też chyba możemy wybierać książki, które się nam podobają. W końcu później to głównie ja czytam po raz n-ty te wszystkie pozycje.

Trafiły się nam także dwie książki Roksany Jędrzejewskiej-Wróbel. 61. Królewna to bardzo sympatyczna opowieść o tym, co jest ważne w życiu dzieci. 62. Sznurkowa historia zaś to bardzo pozytywna książka o tym, że warto marzyć, bo marzenia się spełniają.

Przez przypadek wpadła nam w ręce pozycja 63. Abecadło w rymy wpadło. Ciężkie te rymy i trudno się to czyta, ale dzieciakom się spodobało. 64. Przedszkolaki z ulicy Morelowej to zaś całkiem fajne opowiadania, bez lukru, ale i bez zdrobnień. Normalne życie maluchów.

A na koniec jeszcze wspomnę o szwedzkiej książce 65. Chusta babci. Mój mąż nie wiedząc co to za pozycja, gdy słuchał jak czytam dzieciom, od razu zapytał czy to ze Skandynawii. Dość ciekawy sposób na przedstawienie tematu śmierci bliskich nam osób, w tym przypadku babci.

Początek maja też jest szalony pogodowo, więc książki to wciąż u nas rzecz obowiązkowa 😉

 

 

 

 

Advertisements