Każde dziecko rozwija się we własnym tempie. To niezaprzeczalny fakt. Każde dziecko też w innym okresie zaczyna mówić. Jedne potrafią się nawet przedstawić mając niewiele ponad rok, inne mówią już pełnymi zdaniami na bilansie dwulatka, albo mając niespełna trzy lata mówią swoim językiem, często trudnym do zrozumienia nam, dorosłym.

Uleńka jest przykładem dziecka, które długo niewiele mówiło. Zaczęła standardowo, mama, tata, baba, dziadzia. Tyle potrafiła już powiedzieć mając rok. Potem jednak nastąpiła długa przerwa. Z rozumieniem nie było nigdy żadnego problemu. Dokładnie wiedziała czego chce, ale to ja musiałam zadawać pytania, tak by odpowiedziała „tak” lub „nie”. Gdzieś w okolicach drugich urodzin tworzyła swoje pierwsze zdania, np. mama dać, tata tutut (tata pojechał pociągiem) albo tata brum brum (tata pojechał samochodem). Potem nauczyła się mówić słowo „ryż” i na każde pytanie, co by chciała zjeść odpowiadała, że właśnie ryż.

Dopiero, gdy zbliżała się do swoich trzecich urodzin, a tym samym do pójścia do przedszkola, zaczęła mówić coraz więcej nowych słów. Kiedy nie umiała czegoś wymówić, twierdziła po prostu, że to trudne. I na przykład potrafiła poprosić o coś, przeprosić za coś, ale już podziękować nie. To jest trudne. Jednak z każdym dniem pojawiały się coraz to nowe słowa w jej wykonaniu.

Stała się małą gadułką. Potrafiła mówić do zabawek, opowiadać bajki. Choć nie zawsze rozumiałam to co mówi, cieszyłam się niezmiernie, że zaczęła się rozwijać w tym kierunku. W końcu mogłam prowadzić z nią coraz ciekawsze dialogi. I tak ku pamięci spisałam kilka ciekawszych rozmów z córką.

  • Pewnego dnia Ula była cały dzień u dziadków i wróciła do domu na śpiocha. O 5 rano budzi mnie i mówi: „Mamo, wróciłam do domu, lubię„. Zaraz potem zasnęła i spała do 7 rano.
  • Przed snem zaczęła wymieniać kogo lubi. „Lubię mamę, lubię tatę, brata nie, budzi„. A to akurat fakt, że Wojtek jest rannym ptaszkiem i nie raz już ją obudził bladym świtem.
  • Z piasku można zrobić wszystko i Ula raz przygotowała mi na talerzyku swoją ulubioną potrawę: „Mamusiu, ryż, jedz„. Na to się jej pytam, czy to suchy ryż, bo ja wolę z sosem. Poleciała przyprawić mój ryż i wraca z kawałkami ziemi na wierzchu. Pytam się, o jakim smaku jest sos – „czarnym„.

Stworzyłam też jej mały słowniczek, składający się ze słów, które mając niespełna trzy lata potrafiła powiedzieć.

  • jalnia – zjeżdżalnia
  • juda – woda
  • brat – brat, ale w kontekście Wojtka, bo nie wymawiała jego imienia, swojego zresztą też nie
  • szarby – farby
  • juty – żółty
  • tała – kawa
  • tała – trawa, tak brzmi tak samo, jak w znaczeniu kawa
  • mlieko – mleko, nie wiem skąd ona zna język słowacki, przecież z mlekiem matki go nie wyssała 😉
  • chlieb – chleb, jak wyżej, jak nic mówi po słowacku

Trochę się obawiałam jej problemów językowych. Mój młodszy brat zaczął mówić dopiero w wieku czterech lat. Strasznie się bałam, że i Uleńce to grozi, choć właśnie mój brat jest przykładem, że w życiu mu to nie zaszkodziło. Skończył studia, pracuje i nawet jest lektorem w kościele. Trzeba tylko cierpliwości. Na każdego przyjdzie czas. Myślę, że Ulcia potrzebowała więcej czasu, by zacząć mówić, gdyż wiecznie była zajęta ganianiem, wspinaniem się, po prostu zabawą na całego. A teraz buzia się jej nie zamyka, mówi już naprawdę zrozumiale, pełnymi zdaniami, dobrze odmienia. Można spokojnie z nią rozmawiać, choć czasem oczywiście mówi słowa, których znaczenia jeszcze nie zna, więc wychodzą z tego niezłe kwiatki.

Wojtek to inna bajka. Jeszcze nie skończył 2,5 roku, a mówi już tak jak Ula obecnie. Nie boi się powtarzać nawet trudnych słów. Poza tym świetnie sobie radzi pokazując o co mu chodzi. Bardzo ładnie prosi łapkami (zasługa wujka, który mieszka w Rzymie), pokazuje paluszkiem, by mu posmarować chleb masłem, pokazuje na głowę, gdy chce założyć czapkę, krótko mówiąc ma łatwość w przekazywaniu swoich potrzeb za pomocą rąk. Oby mu tak zostało, ta umiejętność też się w życiu przydaje.

A już niedługo przekonamy się czy trzecie dziecię będzie gonić resztę rodzeństwa, czy podąży jeszcze inną ścieżką. Bo na razie to mówi jedynie swoje imię: Agi, Agu 😉

zdjęcie autorstwa Crosa, CC BY-NC-ND 2.0
Reklamy