Ktoś jeszcze pamięta Muminki? Takie fajne białe stworzonka, rezolutną Małą Mi, wiecznie głodnego Ryjka, całkiem mądrego Włóczykija? A kto pamięta zimną Bukę? My ostatnio znów powróciliśmy do oglądanie niektórych odcinków. Nie jest to może najlepszy program dla dwu- i trzylatków, ale z jakiś względów moje dzieci uwielbiają Muminki. Dlatego od czasu do czasu powracamy do co fajniejszych odcinków.

Był czas, że Ula długo nie potrafiła, ale nawet nie chciała próbować rysować. Przychodziła z kredkami i papierem do mnie, a potem prosiła, by tworzyć jej różne rzeczy. Dość długo zajmowałam się głównie rysowaniem Muminków i Małej Mi. Swego czasu twierdziła, że ona jest właśnie Małą Mi, dostała wtedy nawet kubeczek z tą postacią. A kto zgadnie kim miał być Wojtuszek? Według swej siostry miał być Ryjkiem. Potem jednak przeprosiła się z kredkami i sama zaczęła kolorować i rysować.

Od kilku tygodni mamy w domu domowe przedszkole, bo wciąż wszyscy są chorzy. Jakimś cudem się uchowałam w zdrowiu, więc dzielnie sprawuję pieczę nad całą gromadą. Wymyślanie różnych aktywności dla dzieci z gorączką nie jest łatwe, ale ostatnio maluchy już mają „tylko” katar i kaszel, więc są bardziej skore do różnych zabaw. I pewnego razu przyszła do mnie trzylatka z kartką papieru,by jej narysować Bukę. To był początek naszej małej zabawy w emocje.

Czy już się chwaliłam, że mam znikome zdolności plastyczne? Buka jednak jest na tyle prosta do rysowania, że podjęłam się tego zadania. Na początku, tak trochę z głupia frant, stworzyłam wesołą Bukę, a potem smutną. Dalej to już Uleńka mówiła, jaka może być Buka. W ten sposób powstała Buka zaskoczona, entuzjastyczna, płacząca, zła, zakochana, uciekająca, tańcząca, i a jakże, chora. Nasza zabawa nie ograniczyła się tylko do rysowania. Trzylatka próbowała pokazywać emocje, które miała odwzorowywać Buka. Okazuje się, że radość i smutek są całkiem proste, ale zdziwienie już wcale nie. Trudniejsze okazało się jednak określenie, co robić z tymi emocjami. No cóż, nasza rozmowa i tak skończyła się na chorej Buce, z kompresem na głowie i szafką pełną lekarstw. W końcu choróbska wciąż nas otaczają i atakują od jakiegoś czasu.

Zabawa z Buką była mimowolnym wstępem do zainteresowania się inteligencją emocjonalną. Zaczęłam czytać o tym, jak ważne jest umiejętne radzenie sobie z emocjami, swoimi i innych. Również o tym, jak działać ze zgodnie przyjętymi normami czy nawiązywać prawidłowe relacje. Teraz byłam totalnie nieprzygotowana, ale już szukam ciekawszych zabaw, które pozwolą na głębsze zrozumienie własnych emocji. Pierwszy krok mamy za sobą, bo próby nazywania emocji prowadzimy już od dawna. Dzieci głośno wyrażają swoją złość, ale potrafią też powiedzieć, że się czegoś boją, że się wstydzą, że się cieszą. Gorzej wciąż z radzeniem sobie z tego typu emocjami.

Jest to dla mnie o tyle ważne, że trzylatka już chodzi do przedszkola, a dwulatek pójdzie od września. Chciałabym, by świadomie umieli sobie radzić w kontaktach z innymi dziećmi i dorosłymi. A może ktoś już przerabiał z dziećmi temat inteligencji emocjonalnej? Jak z takimi maluchami o tym rozmawiać? Ma ktoś jakieś pomysły?

Reklamy