Pół roku wcześniej przeżywałam dwa bardzo długie tygodnie. Na tydzień przed planowaną datą porodu czułam, że coś zaczyna się dziać. Z każdym dniem okazywało się jednak, że to jeszcze nie teraz. Agula się zlitowała nade mną i wyszła w końcu z prawie tygodniowym opóźnieniem. I zamiast delektować się chwilą, o czym pisałam sobie wcześniej, nie mogłam doczekać się porodu. A teraz, jak gdyby nigdy nic, już minęło pół roku.

Te sześć miesięcy gdzieś mi umknęło. Dużo się działo. Trzylatka poszła do przedszkola, dwulatek się rozchorował i musieliśmy zmienić trochę nasze mieszkanie na bardziej skandynawski styl. Wróciłam do pracy, to znaczy zaczęłam znów przyjmować zlecenia na pisanie różności i jeszcze udało mi się ruszyć z kilkoma projektami, nie przynoszącymi dochodu, a dającymi dużą satysfakcję. Jak choćby ten blog. A gdzieś w między czasie Agulka sobie rosła i rozwijała się. I dopiero teraz, po pół roku, przyjrzałam się bliżej temu, co robi moje najmłodsze dziecię, co potrafi, jak się zachowuje.

Motoryka

Moje dotychczasowe doświadczenia z półroczniakami ograniczały się do tego, że leżały sobie grzecznie na podłodze, no może się czasem przekręcały z brzucha na plecy i na odwrót. Brały sobie zabawki w rączki i w zasadzie tyle. Gdy zostawiałam je na kocu, to byłam pewna, że znajdę je w tym samym miejscu. O Agulce jednak już nie mogę tego powiedzieć.

Nie wiem, czy to kwestia zapatrzenia w starsze rodzeństwo, czy wrodzone zdolności, ale już od prawie trzech tygodni dzieć się czołga. Oznacza to dla mnie tylko tyle, że nigdy nie wiem gdzie znajdę córkę, gdy będę wracać z toalety. Boję się zamykać drzwi łazienki, bo wychodząc mogę nieopatrznie ją uderzyć. Raz już mnie tak goniła i czatowała właśnie pod drzwiami.

Do tego zaczęła półsiadać. Opiera się nonszalancko na jednej ręce i siedzi. Z jej twarzy mogę wyczytać dumę i wyzwanie, że już niedługo da radę normalnie usiąść.

Zabawki

Jeśli chodzi o zabawki, Agula nie odbiega od reszty swojego rodzeństwa. Domyślam się, że większość dzieci ma tę niezwykłą zdolność. Gdy podaję jej zabawkę dla niemowląt, na 99% po chwili weźmie coś, co na pewno nie jest dostosowane do jej wieku. Starszaki się bawią klockami, więc podbiera im niektóre, traktując je jak gryzaki. Układają puzzle, kartonowe elementy są przecież takie smaczne. A kapcie, ten etap „pieska pokojowego” przechodziły wszystkie moje dzieci.

Jedzenie

Oczywiście najlepsze jest mleko. O każdej porze dnia i nocy. Szczególnie nocy. Sama jednak zaczęła rozszerzać sobie dietę. Jej pierwszym „ludzkim” posiłkiem była … tektura. Zjadła kawałek, nie zdołałam jej upilnować. Całe szczęście nie gardzi bardziej normalnymi rzeczami, jak choćby marchewka. Mamy za sobą dopiero kilka prób, ale widać zainteresowanie. W przeciwieństwie do brata, który praktycznie do 10. miesiąca życia spożywał tylko mleko.

Moje zabawy z córką

Tu czuję, że zaniedbałam Agulkę. Poświęcam jej, i tylko jej, bardzo mało czasu. Karmienia, przewijania i kąpiel są dla niej na wyłączność. No prawie, bo często w czasie jej posiłków muszę czytać starszakom książki albo budować z nimi dom z klocków. Gdy mam ją uspać, zawijam ją w chustę. Zajmuję się wtedy zmywaniem, sprzątaniem, podcieraniem tyłków starszaków, przebieraniem ich i tak dalej.

To co czasem robimy, to gimnastyka smyka. Rowerek, ćwiczenia nóżek i rączek. Przyznam, że bardzo to lubi i uspokaja się przy tym. Świetnie też reaguje na zabawy typu „idzie rak nieborak” lub „idzie kominiarz po drabinie”. Smyranie po buzi i formy delikatnego masażu też są mile widziane. Czasem też siadamy do książeczek obrazkowych i opowiadam co jest na rysunkach. Niekiedy wyręczają mnie w tym starszaki.

Świętowanie pół roczku

Teściowa się śmiała, że Agulka powinna dostać pół tortu i zdmuchnąć pół świeczki. No cóż, trochę inaczej podeszłam do sprawy. Jako że wciąż metki są najsmaczniejsze, a zbliżają się walentynki, zrobiłam najmłodszej serce z tasiemkami. Do środka wsypałam groch i w ten sposób Agulka dostała swój pierwszy woreczek sensoryczny. Chociaż tyle mogę jej sprezentować, bo przecież innych zabawek ma w nadmiarze.

Co będzie dalej, aż się boję myśleć. Ostatnio z koleżankami rozmawiałyśmy, że lepiej dla matek, by było gdyby przez pierwszy rok dzieci jeszcze nie były zbyt mobilne. Agula już mi się z tego schematu wyłamuje. Muszę na nią bardziej uważać, bo starszaki jeszcze słabo rozumieją, że na podłodze nie mogą leżeć kartki papieru, jakieś małe elementy zabawek, czy chociażby ich bidony.

Każde dziecko jest inne, każde jest wyjątkowe i każde trzeba kochać, takim jakim jest 🙂

Reklamy