Jakiś czas temu wypożyczyłam dzieciom książkę „Jabłonka Eli” Catariny Kruusval. Jest to bardzo ciepła i piękna opowieść o drzewie, którego brak dał się wszystkim we znaki. Czytaliśmy ją w ciągu tygodnia wiele razy, a ilekroć sięgał po nią mój mąż, to się wzruszał. Dlatego, gdy zobaczyłam inną książkę o Eli, wypożyczyłam ją bez wahania.

„Kwiaty od Eli” (wyd. Zakamarki) to o wiele krótsza książeczka. Na każdej stronie jest rysunek i dosłownie jedno-dwa zdania. Kiedy pierwszy raz ją czytałam, osobiście mnie jakoś nie porwała. Wojtek jednak domagał się kilkukrotnego powtarzania opowiastki. Później powtórzyło się to, gdy czytałam tę historyjkę Uli. Nie wiem, czy chodziło tylko o rytmikę tekstu, czy bardziej o treść. To ciągłe powtarzanie zmusiło mnie jednak do refleksji na temat tej książeczki.

Zwróciłam uwagę na to, że czytam bardzo mechanicznie. Często myślami jestem przy zmywaniu, prasowaniu, przewijaniu, a nie wiem nawet dokładnie co czytam. Gdy sobie to uzmysłowiłam, okazało się, że ta króciutka opowiastka niesie ze sobą ważne przesłanie. Prawie na każdej stronie jest coś, o czym warto z dziećmi rozmawiać. Na początku Ela jest samotna na urodzinach swojej mamy. Widać, że wśród dorosłych jest jej trochę nudno. Postanawia zebrać kwiaty dla mamy, bo dużo ich dostała od gości, a od niej jeszcze nie. Sama wychodzi z domu. I tu od razu narzucają się tematy do rozmowy z dzieckiem: czy można samemu wychodzić? Ela zrywa kwiatek z ogrodu pewnego pana, który widząc to zezłościł się. Czy można brać rzeczy bez pozwolenia? Co zrobiłby pan, gdyby Ela go zapytała, czy może zerwać kwiatek?

Praktycznie każda strona to nowy temat. Pytań można wymyślać bez liku. Mogą dotyczyć tylko samych sytuacji, ale i emocji im towarzyszących. Na przykład, jak poczuła się Ela, gdy pan od zerwana kwiatka się na nią zezłościł? Czy się przestraszyła?

Przyznam, że trochę czasu mi zajęło, zanim zauważyłam wielką mądrość płynącą z tej niepozornej książeczki. Im więcej razy ją czytaliśmy, tym bardziej zaczynałam rozumieć jej przesłanie. Wiem, że brzmi to bardzo górnolotnie, ale naprawdę warto zatrzymać się nad każdym obrazkiem i spędzić chwilę na omówieniu pojawiającego się tam problemu.

Muszę też dodać, że szata graficzna jest bardzo ładna. Rysunki są dobrze wykonane i jednoznacznie. Cieszą oko.

„Kwiaty od Eli” mają raptem 28 stron. Nie jest to długa książka, więc i dzieci o krótkim czasie percepcji zdążą wysłuchać jej w całości. A może na kogoś też podziała, tak jak na moje dzieci? I będzie słychać tylko prośby: czytaj jeszcze raz, jeszcze raz 🙂

Advertisements