Światowy Dzień Wiedzy o Pingwinach. Tak, istnieje coś takiego. Corocznie to święto obchodzone jest 20. stycznia. Z tej okazji rozpoczęliśmy udział w projekcie „Mały Przyrodnik”. Co miesiąc będzie pojawiał się wpis, jeden lub więcej, związany z jakimś przyrodniczym świętem. W styczniu właśnie zajmujemy się pingwinami.

Na początek książkowo. Któż nie czytał w szkole podstawowej „Zaczarowanej zagrody”? Dobrze pamiętam tę książkę i jakiś czas temu, gdy byłam w składzie tanich książek za bezcen zakupiłam ładne, nowe wydanie opowiadania Centkiewiczów. Pierwsze wrażenia moich dzieci nie były najlepsze. Najpierw w ogóle nie chciały zaglądać do tej książki. Przyszedł jednak dzień, kiedy łaskawie zdecydowały się wysłuchać opowieści o pingwinach Adeli i tak się wciągnęły, że trzeba było czytać im to po kilka razy. I tak jest do dziś, że od czasu do czasu sięgamy po „Zaczarowaną zagrodę”.

Książka jest historią o badaczach przyrody, którzy postanowili zaobrączkować pingwiny, by poznać ich trasy wędrówek. Temat dość trudny, ale całość jest świetnie napisana. Podczas czytania udało się nam przy okazji opowiedzieć trochę o tych nielotach. Dzieciaki już wiedzą, że pingwiny nie umieją latać, ale za to potrafią się wspinać i świetnie pływają. Z innej książki „Chodzi mucha po globusie” dowiedziały się, że pingwiny spotkać można jedynie na półkuli południowej. I oczywiście, że te ptaki nie bawią się z niedźwiedziami polarnymi, no chyba, że w zoo.

Specjalnie na dzień wiedzy o pingwinach przygotowałam też dla dzieci wielkoformatowe rysunki kilku wybranych gatunków, a dokładniej w wymiarach naturalnych. Największy –  pingwin cesarski, mierzący ok. 120 cm; pingwin Adeli, mający ok. 80 cm i pingwin mały nieosiągający nawet 40 cm wzrostu. Dzieciaki kładły się na podłodze, by sprawdzić, który pingwin jest od nich większy, a który mniejszy. Z cesarskim szans nie miały, ale Ula okazała się wyższa od pingwina Adeli. Wojtek pozostaje raczej mu równy. A Agulka to nawet większa jest od pingwina małego. Na koniec zaś wspólnie kolorowaliśmy nasze bezlotki, choć łatwe to nie było zadanie i starszaki w końcu się poddały, nie dokończywszy dzieła. Trochę za duży format.

do-bloga

Dzieciaki miały też okazję karmić pingwina. Na pudełko nakleiłam rysunek tego ptaka. Jego paszcza była miejscem, gdzie maluchy miały trafić nakrętkami. A na każdej z nakrętek narysowałam rybę lub kałamarnicę. Zadanie nie było łatwe i skończyło się tym, że Wojtek siedział i po prostu wkładał i wykładał, wkładał i wykładał „pożywienie” naszego pingwina.

Na youtube znalazłam także cały film „Marsz pingwinów”. Puściłam starszakom fragmenty, by zobaczyły jak wyglądają pingwiny cesarskie, jak się poruszają, jak pływają, jak wyglądają ich maluchy. Przyznam, że nawet mnie wciągnęło. Chyba obejrzę w całości ten dokument.

Myślę, że dwulatek i trzylatka posiadają już całkiem sporą wiedzę o pingwinach. Oczywiście jak na swój młody wiek. Zaś prawie półroczna Agula bawi się świetnie pingwinem, którego zrobiłam dla niej na szydełku. Dlatego wszyscy razem możemy zaśpiewać: „o jak przyjemnie i jak wesoło w pingwina bawić się” 🙂

wpis powstał w ramach projektu Mały Przyrodnik

ma25c52582y2bprzyrodnik2b5

Reklamy