Jeszcze zanim Ula poszła do przedszkola dzieciaki miały już styczność z plasteliną. Każda zabawa nią wiązała się jednak z pewnym problemem. Zwykłe opakowanie to za mało na dwie pary małych rąk. Znalazłam jednak na to domowy sposób.

Jakiś czas temu kupiłam książkę „Mamo, pobaw się ze mną! 1001 zabaw na 5 lat udanego rozwoju” wydawnictwa Jedność. Są tu opisane różnego rodzaju zabawy i aktywności, które można robić z dzieckiem, zarówno niemowlakiem, jak i starszakiem. Niektóre propozycje trudno nazwać zabawami, bo są to codzienne czynności, warte większej celebracji. Podobają mi się takie pomysły jak wyjście do sklepu żelaznego lub na targ, albo pomyłki, gdy możemy „niechcący” mylić kolor bluzki malucha lub zmieniać słowa znanych mu piosenek. Takie proste, a jakie ciekawe dla dzieci. Wśród wielu inspiracji znalazłam też przepis na domową plastelinę. Jej ogromną zaletą jest to, że mogę ją zrobić w takiej ilości, jaka zadowoli spragnione ugniatania łapki.

Przepis jest bardzo prosty. Potrzebne są składniki, które raczej każdy ma w domu, mianowicie:

  • 3 szklanki mąki,
  • 1,5 szklanki soli,
  • 6 łyżeczek proszku do pieczenia,
  • 3 łyżki oleju jadalnego,
  • 3 szklanki wody.

Wszystkie te składniki należy wymieszać w dużym garnku i podgrzewać na średnim ogniu. Kiedy masa zacznie odstawać od ścianek można utworzyć z niej kulę. Po przestudzeniu trzeba jeszcze trochę ręcznie ją zagnieść i podzielić na tyle części, ile ma się barwników. W naszym przypadku były to tylko trzy kolory i część bez żadnego barwnika.

Wojtek wziął się od razu za lepienie samochodu. Brum, brum to jest dokładnie to co on lubi najbardziej. Musiał się jednak zadowolić mniejszą częścią plasteliny, bo Ula zaczęła od przygotowania czegoś na kształt mapy. Na niej zaś lepiła choinkę, a potem jakąś postać. Na koniec i tak wszystkie kolory zostały zmieszane.

Domową plastelinę można trzymać w lodówce do dwóch tygodni. Później robi się już taka lejąca, a nie plastyczna. W tym czasie parokrotnie dzieciaki o nią prosiły i dalej się świetnie bawiły. Im jeszcze w ogóle nie przeszkadza to, że kolory są wymieszane. Ważne, by móc zanurzyć łapki i lepić, lepić, lepić.

Reklamy