Pierwsze podejście pierniczkowe było dość trudne, ale nie zniechęcające. Po prostu doszłam do wniosku, że jeśli mamy wspólnie zrobić z dzieciakami ciasteczka, to one muszą zobaczyć konkretny efekt swojej pracy. Podkreślam swojej pracy, a nie mojej. Dlatego później wykorzystałam inny przepis.

Odpowiednią recepturę znalazłam na blogu Margarytki. Przepis ten jest na tyle prosty, że nawet ja nie byłam w stanie nic tu zepsuć. Ciasto wyrabia się błyskawicznie. Tym razem sama je przygotowałam, bo musi ono odleżeć dwie godziny w lodówce. Chciałam, by było gotowe, gdy Ula wróci z przedszkola. Dzieciakom zostawiłam zabawę w wałkowanie i wycinanie kształtów foremkami.

Nasze pierwsze podejście do tych pierniczków było bardzo udane. Byłam pod wrażeniem mojego dwulatka, który wycinał piękne serca i gwiazdy. Przekładał je na blachę i nic przy okazji nie niszczył. Zero destrukcji. Nie wiem co się mu wtedy stało, ale naprawdę zaangażował się mocno w przygotowanie ciastek.

Trzylatka nie mogła być gorsza. Z zapałem wałkowała i wycinała jeże, ślimaki, a nawet łosie. Akurat takie fajne zwierzęce foremki udało mi się zakupić w Ikei. Naprodukowaliśmy pięć blach pierniczków. Co prawda, ledwo wystygła pierwsza partia, już dzieciory się do niej dorwały i trochę ją podjadły. A więc była i zabawa, i dobry smak.

Ponieważ mieliśmy spore straty ilościowe, a będziemy się dzielić pierniczkami choćby z dziadkami, zrobiliśmy drugie podejście. Z tego samego przepisu znowu przygotowałam ciasto. Poszliśmy na spacer do lasu, a gdy wróciliśmy i zjedliśmy zupę, zabraliśmy się za wałkowanie. Tym razem Wojtek już nie był tak entuzjastycznie nastawiony. Częściej wałkował sobie brzuch niż ciasto, próbował rozrzucać mąkę. I właśnie, gdy wstawiałam kolejną blachę do piekarnika, mój syn wykorzystał ten czas na dorwanie się do całego kilograma mąki. Powiem tylko tyle, że udało się odratować ponad pół kilo. Resztę pozostawiam Waszej wyobraźni.

Mój mąż widząc całe to zamieszanie, stwierdził, że chyba niewiele matek pozwala dwulatkom pomagać w kuchni. A ja się z tym nie zgadzam, bo pewnie większość tak robi. Ewentualnie nie przyznaje się do powstałego później kuchennego chaosu.

Zdecydowałam się też, że sama będę ozdabiać pierniczki. Gdy starszaki dorwały się do lukrów i ozdóbek tydzień temu, to ich pierniczki wyglądały tak.

Dbając o ich uzębienie, na razie nie pozwolę więcej na takie dekoracje. Ja też mogę się trochę w końcu pobawić, prawda?

Advertisements