Różne nieprzewidziane sytuacje sprawiają, że człowiekowi otwierają się oczy. Nagle dostrzega, dlaczego dzieci zachowują się tak, a nie inaczej. Dostrzega, że one bez słów potrafią wyjaśnić i nazwać swoje potrzeby. Dostrzega, że matczyna ślepota prowadzi do nadprogramowego mycia i prania. Następnym razem po prostu wcześniej wsłucham się w swoje dzieciaki, ech…

Tytuł tego posta brzmieć powinien: „Jak serek wiejski zmusił mnie do działania”. No bo zaczęło się od tego, że w sobotę dałam starszakom na drugie śniadanie serek wiejski z miodem. Sama zaś udałam się do drugiego pokoju, by nakarmić Agulkę. Po jakiś 30 sekundach usłyszałam śmiechy i krzyki. Już wiedziałam, że nie wróży to nic dobrego. Serek wiejski w dużej ilości znajdował się na całym ramieniu Uli i we włosach Wojtka, a w mniejszej na reszcie ich garderoby. Dodatkowo ławka zmieniła kolor na biały, stół zresztą też. Nie wspomnę już o ziarenkach serka rozrzuconych pod stołem. Nie będę tu wspominać mojej reakcji, bo nie była zbyt przyjemna. Najważniejsze, że dotarło do mnie, iż dawno dzieciaki nie bawiły jakąś masą plastyczną, a ten serek był tego wyrazem.

Żeby połączyć przyjemne z pożytecznym, znalazłam przepis na masę z mąki kukurydzianej, sody oczyszczonej i wody. Po zabawie bowiem można włożyć ulepione rzeczy do piekarnika, by dobrze wyschły. A ponieważ brakuje nam ozdób świątecznych, postanowiłam razem z dzieciakami przygotować trochę świątecznych dekoracji.

Na blogu urbanblissslife znajduje się dokładna instrukcja, w jaki sposób przygotować masę i propozycje, co potem można z nią zrobić. Pokrótce wygląda to tak. Potrzebujemy:

  • 1 szklanki mąki kukurydzianej
  • 1/2 szklanki sody oczyszczonej
  • 3/4 szklanki wody

Całość mieszamy i gotujemy na średnim ogniu. Masa bardzo szybko robi się gładka, dosłownie po 2-3 minutach. Należy wtedy uformować z niej kulę i włożyć do miski, by przestygła. Jeśli przegapi się moment gładkości masy, potem zaczyna się ona kruszyć. Myślę, że spóźniłam się raptem o kilkanaście sekund, przez co nasza masa była trochę trudniejsza w obsłudze.

Kiedy masa jest już na tyle chłodna, że można ją wziąć w ręce, można zacząć zabawę. Rozwałkowaliśmy ją na placek o grubości ok. 0,5 cm. Wzięliśmy nasze foremki do ciastoliny i wykrawaliśmy choinki, domki, samochody, statki, słonie i okrągłe bombki. Trochę żałuję, że nie mam bardziej świątecznych foremek, ale i tak wyszły fajne dekoracje. Dzieciaki dodatkowo robiły ozdoby słomkami, w sensie miliona kółeczek na każdej wykrojonej formie. Ja zrobiłam dziurki do tych naszych ozdóbek, by później móc zawiesić je na sznureczkach.

Zabawa była wspaniała. Wojtek jest jeszcze w fazie destrukcji, więc on generalnie nie dokończył żadnej rzeczy, ale próbował wykrawać każdą z foremek. Ula za to narobiła dużo ozdóbek. Na koniec, gdy już wstawiłam nasze dzieła do piekarnika rozgrzanego do 175°C na około 45 minut, moja trzylatka jeszcze z resztek ciasta ulepiła dziewczynkę.

Dzięki sodzie ciasto trochę urosło, więc nasze ozdoby dobrze się skleiły. Bo niektóre to trochę dolepiałam jeszcze na blaszce, przed samym wstawieniem do piekarnika. Teraz musimy je tylko pomalować, przewlec sznurek lub tasiemkę i można już wieszać na choince.

Advertisements