Nie jestem fanką płatków kukurydzianych. To znaczy czasem zjem, ale zdecydowanie wolę musli, a nawet granolę. Oczywiście zajadam się tym z jogurtem naturalnym. Jogurtów smakowych już od dawna nie jestem w stanie jeść. Wolę samodzielnie sobie „doprawiać” jogurt naturalny owocami, miodem i musli właśnie. Zaraziłam tym swoją całą rodzinę. Ostatnio mój mąż znalazł sposób na domowe musli, a dzieciom się ten sposób bardzo podoba.

Do tej pory kupowaliśmy głównie gotowe mieszanki musli. Jak na rodzinę wielodzietną przystało, kupowaliśmy zawsze duże paczki. Całkiem dobre musli można kupić na przykład pod marką lidlową. Jednak i tak kilogram musli dość szybko u nas schodził. A co by nie mówić, większość gotowych mieszanek jest docukrzanych, co uważam za zbędne. Nawet płatki kukurydziane są niestety z cukrem. Istnieją miejsca w sieci, może w realu również, gdzie można kupić mieszankę według własnego uznania. Można dowolnie komponować składniki, a firma to wymiesza i przyśle do domu. Niestety ceny są dość wysokie. W domu można to zrobić trochę taniej, oczywiście jeśli kogoś nie przeraża zrobienie kilku kilogramów musli naraz.

Jak już wspomniałam, mój mąż znalazł świetny sposób na domowe musli. Kupuje bowiem oddzielnie opiekane płatki orkiszowe, jęczmienne, żytnie, kukurydziane, owsiane, ostatnio nawet quinoa. Do tego bakalie według uznania: rodzynki, żurawina (tak, wiem, że jest docukrzana niestety), płatki migdałowe, daktyle, czasem słonecznik, a nawet dynia. Wolny wybór. Każdy lubi co innego, więc można zrobić mieszankę z większą ilością konkretnych płatków, albo z dużą ilością orzechów, a może z suszonymi owocami. Wszystkie składniki można kupić w dużych opakowaniach albo na wagę, dzięki czemu wychodzi to trochę taniej. Oczywiście i tak trzeba się liczyć z tym, że domowe musli wyjdzie relatywnie drożej niż z dyskontu. Mimo to warto się pokusić o zrobienie własnej mieszanki z kilku powodów.

Po pierwsze mamy swobodę w wyborze składników, czyli sami komponujemy mieszankę. Po drugie sami kupujemy składniki, więc mamy wpływ na to, jakiej jakości będą to płatki czy bakalie. Po trzecie, i chyba na tym blogu najważniejsze, może być to świetny sposób na dziecięcą zabawę.

Małe dzieci uwielbiają pomagać we wszelkich domowych pracach. Jeśli im tego nie będziemy zabraniać, jest szansa, że później nie odzwyczają się od tego. Jasne, trzeba wiele rzezy robić wspólnie z dzieckiem, a nawet jeszcze po nim poprawiać, ale maluch uczy się nowych umiejętności i czuje, że ma wpływ na to co dzieje się w domu. To samo jest z naszym domowym musli.

Zarówno Ula, jak i Wojtek, uwielbiają pomagać w domowych sprawunkach. Kiedy trzeba wymieszać musli są do tego pierwsi. Z chęcią rozrywają torebki z płatkami i przesypują do pudełek. Dokładają bakalie, mieszają to wszystko razem. Ile przy tym jest radości, a ile ćwiczenia motoryki małej. Praktycznie w każdej zabawie można znaleźć jakiś aspekt dydaktyczny. Najwięcej radości daje jednak kosztowanie własnej mieszanki. Wielką drewnianą łychą oczywiście, bo po co czekać aż mama poda małą łyżeczkę.

Jedynym minusem zabawy w miksowanie musli są straty w składnikach. Niestety przy maluchach nie da się uniknąć tego, że część płatków spadnie na podłogę. Mimo wszystko polecam próby tworzenia własnych mieszanek, szczególnie dziecięcymi rękami.

Advertisements