Zaczął się listopad, więc przyszedł czas na dinovember. Czas, kiedy ożywają zabawki i robią rzeczy, których byśmy się po nich nigdy nie spodziewali. Czas, kiedy bajki w telewizji i gry na tablecie przegrywają z wyobraźnią rodziców i dzieci.

A cóż to właściwie ten dinovember? Jest to zabawa wymyślona przez rodziców czwórki dzieci, Refe i Susan Tuma z Kansas City. Zauważyli oni, że ich potomstwo spędza bardzo dużo czasu z elektronicznymi gadżetami i prawie w ogóle nie sięgają już po tradycyjne zabawki. Doszli do wniosku, że mogą pomóc swoim dzieciom choć na chwilę zapomnieć o smartfonach i komputerach. A ponieważ mieli w domu kolekcję dinozaurów, wykorzystali je do stworzenia zabawy idealnej na ponury miesiąc listopad.

W każdy listopadowy wieczór rodzice przygotowują scenkę z udziałem figurek dinozaurów. Raz dinozaury rozbijają doniczkę z kwiatkiem, innym razem grają w karty, a kiedy indziej myją zęby. Pomysłów jest multum. Rano zaś, kiedy dzieci się budzą, idą zobaczyć co nowego zbroiły dinozaury. Nie dość, że codziennie czekają na to, co mogą jeszcze zrobić dinozaury, to później mają jeszcze gotowy scenariusz zabawy. Akcja trwa już od 2012 roku. Refe i Susan Tuma zdążyli zdobyć już ponad 279 tys. lajków na profilu facebookowym, wciągnąć w to ludzi z całego świata i napisać książkę „What the dinosaurs did last night”.

Zabawa jest bardzo prosta i włącza praktycznie wszystkich członków rodziny. Rodzice mają okazję skorzystać ze swojej fantazji, którą jednak dorosłość trochę tłumi. Dzieci zaś znów mogą skosztować nieskrępowanej i kreatywnej zabawy tradycyjnymi zabawkami.

Pierwszy raz przeczytałam o dinovembrze na blogu Marysi Góreckiej mamygadzety.pl dwa lata temu. Uleńka miała wtedy rok, więc stwierdziłam, że jest jeszcze za mała i może nie zrozumieć idei. Rok temu miałam te same obawy co do Wojtula. Ale w tym roku zdecydowałam się w końcu zadziałać.

Wiem, że niektórzy wykorzystują do zabawy samochody, ludziki lego, pluszaki czy figurki ze świnki Peppy. Kupiłam jednak plastikowe dinozaury, by być bliżej idei dinovembra. Dzieciaki już je widziały i bardzo im się spodobały, więc jest nadzieja, że i cały plan się powiedzie. W głowie mam już kilka pomysłów. Jutro zaczynamy od dinopikniku. Zobaczymy co na to powiedzą dzieci. Przez najbliższe dni będzie jeszcze dinoczytanie książek, podgryzanie jabłka, wspinaczka na regał, ucieczka z domu (mamy przeszklone drzwi, więc łatwo będzie zobaczyć figurki na zewnątrz) i dinozaury wiążące misia pluszowego (tak jak liliputy związały Guliwera).

To nasz debiut dinovembrowy, ale liczę, że będzie udany. Kto jeszcze skusi się na taką listopadową zabawę?

Reklamy