Milczenie jest złotem, a mowa srebrem. Przysłowie jest powszechnie znane, ale skąd się o nim dowiedziały moje dzieci, nie mam pojęcia. Ula dość długo trzymała się zasady, że bardziej wartościowe jest złoto niż srebro. No, może nie do końca milczała, bo dźwięki wychodzące z jej gardła miały bardzo dużo decybeli, ale na pewno daleko jej było do artykułowania słów. To sprawiło, że już od jakiegoś czasu szukam dla niej i dla Wojtka, który jedynie troszkę więcej mówi niż jego siostra w tym wieku, różnych zabaw logopedycznych. I tak trafiłam na Pucia.

Kim jest Pucio? To mały chłopiec. Ma starszą siostrę Misię i młodsze rodzeństwo Bobo (czy to siostra, czy brat, nie jest określone). Razem z mamą, tatą, babcią i dziadkiem, a także psem i kotem, mają różne przygody. Czasem tylko siedzą przy stole i jedzą obiad, a niekiedy bawią się ze zwierzętami na wsi, albo zbierają owoce w lesie, chodzą na spacery w mieście, jeżdżą też pociągiem, śpiewają przy ognisku, kąpią się w jeziorze. Cała rodzinka ma bardzo dużo ciekawych zajęć.

A co to ma do logopedii? Jak się okazuje, bardzo dużo. Jest to bowiem książka do nauki mówienia, a dokładniej do wymawiania dźwięków, które towarzyszą nam na co dzień. Na każdej stronie przedstawiona jest jedna sytuacja. Przykładowo, rodzina jest na spacerze w parku. Mamy tu kilka dźwięków, które są w tekście opisującym rozkładówkę. Tekst jest bardzo prościutki, ale bezbłędnie trafia do dzieciaków, przynajmniej moich. Uleńka nauczyła się już niektórych na pamięć. Wojtek zaś wymawia większość wyrazów dźwiękonaśladowczych i czasem tworzymy dwugłos. Ja mówię, że jedzie tramwaj, a on wymawia dzyń-dzyń, i tak nam idzie wspólne czytanie.

Książka o Puciu i jego rodzinie jest świetną formą wspierania rozwoju mowy. Moje dzieciaki, mimo iż mają dwa i trzy lata, wciąż potrzebują tego typu ćwiczeń. Zapewne dla wielu maluchów ta pozycja może być już przydatna we wcześniejszym okresie życia. Przecież niektóre, pewnie nawet większość, dzieci zaczyna mówić bardzo wcześnie.

Ogromną zaletą tej książki są ilustracje. Joanna Kłos, ich autorka, stworzyła piękne dzieło, które cieszy oko, zarówno dziecka, jak i rodzica. Obrazki są bardzo czytelne. Dla mnie to ważne, bo mamy też takie książki, których oprawa graficzna nie pozwala mi stwierdzić co jest na rysunku. A dzieci non stop się o coś dopytują i chcą wiedzieć, czy to samolot, czy może jednak kwiat. Tak, takie kontrowersje też się zdarzają. Na szczęście u Pucia jest wszystko jasne i bez problemu maluchy same nazywają rzeczy. Swoją drogą, to kolejny plus jako książki logopedycznej.

Jest jeszcze jedna istotna rzecz. Pucio jest wydaniem kartonowym. Ma sztywne strony, co ułatwia przeglądanie małym łapkom. Jednocześnie zapobiega szybkiemu niszczeniu się książki.

Teraz czekam z niecierpliwością na drugą część przygód Pucia. Wydawnictwo Nasza Księgarnia już je przygotowuje, a na razie ćwiczymy buzię również z muchą Fefe. O niej też już niedługo napiszę.

 

Reklamy